RSS
niedziela, 18 października 2009
Zimowe poszukiwania

To niemożliwe, że minął niemal miesiąc od ostatniego wpisu. Zupełnie niewiarygodne. Jestem zatopiona w Waszych blogach, w wyzwaniach oraz ostatnio przeczytanych i aktualnie czytanych książkach (od ostatniego razu: Jabłko Fabera, Traktor Kalady, Impresjonista Kunzru, Topiel Diaz - wkrótce recenzje).

Robię niekończące się listy książek, które muszę poznać i lista ta jest niestety dłuższa od listy książek przeczytanych (!) – to przeraża ale i napawa radością oczekiwania. Aktualnie najbardziej nie mogę doczekać się premiery nowego Adigi oraz czasu, kiedy jakakolwiek z krakowskich bibliotek zakupi nową Jelinek. Poluję niczym tygrys, przeczesuję internetowe katalogi i objeżdżam filie, niestety na razie bez oczekiwanego rezultatu.

Marzy mi się książkowy SWAP, planuję podziałać w tym kierunku, czy ktoś z Krakowa byłby chętny uczestniczyć?

22:43, redsnove
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 września 2009
Zakończenie kolorowego Wyzwania

Tym wpisem kończę moje pierwsze Wyzwanie, dziękując organizatorkom za stworzenie okazji do poznania wspaniałych książek oraz współwyzwaniowiczkom za recenzje, które  niestety poszerzają listę książek które MUSZĘ przeczytać do przerażających rozmiarów :-)


Pierwotnie w planach miałam przeczytanie czterech książek (Biały tygrys, Czarna woda, Czerwona Azalia, Biały Król). W ramach Kolorowego Czytania przeczytałam jednak osiem książek i ranking od najlepszej do najgorszej wygląda tak:


Szkarłatny płatek  → Biały tygrys  → Czarna woda → Fioletowy hibiskus → Czerwona Azalia → 100 odcieni bieli → Biała czarownica → Biały król.


Krótkim podsumowaniem chciałabym zachęcić do nieominięcia najlepszych pozycji a z drugiej strony oszczędzenia czasu na najsłabsze.


Faberowi pozycja lidera należy się za wszystkie kategorie: język, fabuła, tło, portrety, podjęcie kontrowersyjnego tematu, poprowadzenie go przez 840 gęstych stron bez spowodowania choćby jednego ziewnięcia. Adiga pozostał dla mnie królem ciętych spostrzeżeń i niekonwencjonalnego spojrzenia, zupełnie odróżniającego go od tłumu obserwatorów. Warto go też znać ze względu na ważne treści społeczne oraz mieć własne zdanie na temat jego warsztatu, który wzbudza wielkie kontrowersje.


Czarna woda jest tyle tylko słabsza od Szkarłatnego płatka, ile krótsza (niewiele). Bogate tło, wciągająca narracja, przejmująco surowe życie; książka zawiera właściwie 100% tego, co powieść powinna zawierać. Jest to po prostu dobrze i emocjonująco spędzony czas. Na niej kończy się pierwsza liga książek.


Adichie napisała niezłą książkę, bogatą w Afrykę: po części plemienną, barwną, naturalną, po części skolonizowaną, twardą i na skraju przepaści. Z punktu widzenia czasu pogłębia się moje wrażenie, że jest pisana „na sztywno”, językiem konwencjonalnym, szkolnym, nie wykraczającym poza poprawność. Do tego czarno-białe widzenie świata, ilość katolickich spraw, zbyt nachalna retoryka – to wszytko to, co spycha w moim rankingu tę niewątpliwie interesującą książkę do drugiej ligi. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, bo zaraz po jej skończeniu byłam pod jej wrażeniem. Na pewno jednak przeczytanie jej było dobrą decyzją. Tuż obok stoi Czerwona Azalia, która podobnie jak Hibiskus, obdarza czytelnika szczegółową wiedzą na temat życia w egzotycznych okolicznościach, mieni się w wielu miejscach poetyckimi opisami, jednak do objawienia literackiego w znaczeniu używania słów do tworzenia światów trochę jednak brakuje.


Trzecia liga: 100 odcieni bieli i Biała czarownica to dwie zupełnie odmienne pozycje, które łączy totalnie dyletancki język, przesadnie duża ilość naiwności w widzeniu świata, brak przenikliwości oraz niestety tego „tchnienia”, które czyni bohaterów żywymi. 100 odcieni jest godną polecenia kontynuatorką psychologii Coelho, którego wartości nie neguję, ale też nie upieram się nad wyniesieniem na piedestał. Białą czarownicę dobrze czyta się jako uzupełnienie pozostałych książek z zakresu wiedzy o Nigerii.


Został jeszcze Biały król, ale w całości wyłączam go z jakiejkolwiek literackiej ligi ;-)


Tym samym wyzwanie uważam za owocnie skończone :-)

22:05, redsnove
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 21 września 2009
SZKARŁATNY PŁATEK I BIAŁY, Faber

Ta rewelacyjna książka jest ósmą i ostatnią pozycją w moim Kolorowym Wyzwaniu. Z pewnością nie sięgnęłabym po nią, gdyby nie Wyzwanie. We wszystkich recenzjach przewija się temat objętości lektury i rzeczywiście trudno nie brać go pod uwagę. 840 stron: kartek większych a  liter mniejszych niż standardowe.

Przeczytałam kiedyś celną myśl Jerzego Sosnowskiego, którą zawsze czułam podskórnie:
„Żyjemy w kulturze instant (…). Gdy widzę książkę, która ma sześćset stron, to zastanawiam się, czy autor naprawdę ma mi aż tyle do powiedzenia”. I rzeczywiście. Rzadko zdarza się, by za ilością szła jakość. Dodatkowo świadomość, że nigdy nie zdążę przeczytać większości wartościowych dzieł literatury, ostatecznie zabija we mnie ochotę, by poświęcić tak małą ilość czasu jaką dysponuje człowiek, na grube lanie wody.


Po Fabera sięgnęłam więc nieśmiało, niechętnie...i utonęłam. Jestem zauroczona, jestem odurzona. Pięć dni żyłam życiem dawnego Londynu, zarysowanego bogato i wyraziście. Życiem kobiet, które jak płatki róż muszą poddać się biegowi czasu, uschnąć i odpaść z historii pisanej przez mężczyzn. Historii z pewnością zbyt...krótkiej! Liczyłam kartki z niepokojem, że tak szybko przechodzą na stronę przeczytanych, że coraz mniej czasu zostaje, pod koniec odkładałam ją co chwilę, pragnąc przedłużyć obcowanie z nią jak tylko możliwe.
„Szkarłatny płatek i biały” to książka o nietypowym dla współczesnych dzieł pięknie, autor posiada magiczny warsztat, piękny, potoczysty język nie ustępuje wyobraźni do tworzonych scen, sprawnej ręce do tworzenia przekonujących charakterystyk i zacięciu historycznemu.

Poza wkładem w zwiększenie ilości piękna we wszechświecie jest też istotnym głosem w dyskusji o tym, że żyjemy w sposób, jakim przez tysiąclecia mogły żyć tylko najwyższe sfery a i w tych czasach większość świata nie może nawet pomarzyć. Jesteśmy wybrańcami losu, choć niezadowolonymi wybrańcami. Nasze dzieci nie muszą pracować od świtu do nocy w fabryce ani prostytuować się, żeby nie umrzeć. Fabryki to nie są już miejsca, gdzie ludzie giną masowo i z których wychodzą tylko na parę godzin snu, nie mogąc liczyć na odpoczynek ani rozrywkę. Nie śpimy w piwnicach gdzie szerzy się krzywica, choroby odzwierzęce, brak jest wody pitnej, kanalizacji, ogrzewania. Nie zranimy zapewne w punkcie usługowym nóg od zbutwiałych schodów, nie musimy pożyczać butów od ojca. Jemy mięso (i słodycze!). Nawet ubodzy szkolą dzieci. Nikt nie zabroni nawiązywać stosunków społecznych z innymi warstwami (zakładając, że ktokolwiek rodzi się przynależny do jednej warstwy). Możemy kupić lub wynająć mieszkanie, pozwolić sobie nie pracować w czasie ciężkiej choroby lub nawet wyjechać na wypoczynek podczas urlopu. Pracodawca nie może bezkarnie nas zniewolić, pozbawić własności ani pobić. Z szafy wybieramy ubrania, z apteczki leki, z lodówki świeże jedzenie, dysponujemy antykoncepcją, pralka wyręcza nas w tym tak uciążliwym przez tysiąclecia zajęciu. Mamy tyle czasu, by nie tylko zajmować się książkami, ale nawet narzekać na oburzające niewygody życia w zachodniej cywilizacji 21 wieku. Komu to nie daje do myślenia?

Zasłużone 10/10

09:36, redsnove
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 września 2009
OPOWIEDZ MI O KUBIE, Diaz

Kuba sama w sobie jest miejscem, które przyciąga, o którym aż chce się wiedzieć więcej. Magia niedostępności i tajemnicy robi swoje :-)
Jeżeli szukacie połączenia nauki z rozrywką jakiej dostarcza solidna literatura, Diaz jest godnym polecenia odkryciem.
Wartka powieść szybko wciąga w losy typowego Kubańczyka, wyrwanego przez przypadek ze swojego środowiska na dach domu w Miami.  Dojrzała narracja prowadzi nas przez trudności życia w kraju, którego obywatele nie mają wstępu do najlepszych miejsc, traktowani przez portierów jak ludzie drugiej kategorii, w kraju w którym wypłata, otrzymywana w miejscowej walucie nie pozwala na zakup niczego, ponieważ sprzedaz odbywa się wyłącznie w dolarach, w kraju, w którym wystarczy zniszczyć przydział jednej tubki pasty, by przez najbliższych pięć tygodni nie mieć nadziei na następną. Autor obdarza nas mnóstwem takich szczegółów, jednocześnie pisząc o Kubie z takim sentymentem i uczuciem, że kiedy porzuca swojego bohatera na Florydzie, mamy wrażenie, że trafił raczej spod deszczu pod rynnę. Poznajemy całe spektrum trudności, przykrości i absurdów dotykających imigrantów a przede wszystkim odmiennego ducha obu krajów. W rozrachunku niczego jej nie brakuje. Znajdziemy tu niezłe, barwne tło, bohatera którego da się lubić i którego losy chcemy śledzić. Niestety czytałam ją równolegle ze „Szkarłatnym płatkiem i białym”, którego geniusz w bezpośrednim porównaniu każe mi dać  opowieści o Kubie jedynie 8/10.

18:37, redsnove
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2009
NAJLEPSZE, CO MOŻE PRZYDARZYĆ SIĘ ROGALIKOWI, Tusset

Przyznam, że tą książką zainteresowałam się wyłącznie dlatego, że odkryłam Hiszpanię jako moją białą plamę. Najnowszy pisarz hiszpański, którego dzieło przeczytałam (i to nie w całości) to Cervantes ;) Ponieważ okładka kokietowała określeniem współczesnego objawienia literackiego, zaryzykowałam.
Reklama dodaje jeszcze, że „nagrodzona prestiżową Premio Tigre Juan powieść, wydana była w Hiszpanii aż 4 razy w ciągu 5 miesięcy w nakładzie ponad 200 000 egzemplarzy”. Prawdę mówiąc, nawet nie domyślam się skąd ten sukces.
Książka zapoznaje nas z utracjuszem uwikłanym w porwanie.  Dzięki bohaterowi poznajemy także życie we współczesnej Barcelonie.  Autor pragnie wykazać się erudycją, dlatego w fabułę wplecione są aluzje do filozofii, malarstwa, literatury tudzież innych dziedzin, których znajomością warto jest się pochwalić ;-) Mimo wszystko, książka nie jest wciągająca. Mam wrażenie, jakby niewątpliwie utalentowany autor miał wcześniej na karteczce różne pomysły i postanowił z nich stworzyć jedną książkę tak, by brzmiała inteligentnie. Na mnie robi to wrażenie błyskotki. Nie ganię tej pozycji, czas poświęcony na przeczytanie książki nie uważam za całkiem stracony, mimo to nie jest to coś co „mogło mi się przydarzyć najlepszego” ;-)
W kwestii stylu autor ma coś wspólnego z całym kręgiem młodej literatury Europy: w zakresie warsztatu (średni; niewyrobiony), wykorzystywanych środków (dystans, ironia, zabawa śmiesznością, karykaturyzowanie), przypomina mi wschodnią literaturę (typu Juhasia Kalada, Serhij Żadan), czy nasze książki spod znaku Ha-Art (Drotkiewicz, Shuty, Varga, Masłowska) a nie wszystkim ten nurt przypada do gustu, ale jeśli wiecie, że to coś dla Was, Tusset powinien się Wam spodobać. Moja ocena: 5/10

09:17, redsnove
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 września 2009
KOBIETY Z PIASKU I MIRRY, Asz-Szajch

Książka jest niespieszną opowieścią o życiu kobiet w jednym z pustynnych islamskich państw Bliskiego Wschodu. Libańska autorka nie podaje, jakie to państwo, podaje jedynie ograniczoną listę krajów, w których akcja na pewno się nie dzieje.
Książka nie jest porywająca, ale potrafi zaciekawić lokalnymi ciekawostkami. Okazuje się, że lokalne baśnie, opowiadane dzieciom przez matki, są takie same jak u nas, jedynie szczegóły przypominają o tym, że to egzotyczne opowieści bliskowschodnie. Na przykład tamtejszy kopciuszek poza sprzątaniem, gotowaniem itp. musi również nakładać macosze hennę a uratowana rybka wraca nie tylko do swojej rodziny ale i do swojej nauczycielki Koranu :-) Urocze, prawda?
Nie można powiedzieć, że mieni się kolorami orientu, ale mamy solidnie zarysowane sylwetki kobiet z warunkami życia wraz z tłem rodzinnym, obyczajowym i krajobrazowym, portrety psychologiczne oparte na potrzebach. Co najważniejsze, książka nie zawiera postawionej z góry tezy i oceny życia mieszkanek kraju w którym panuje szariat. Dużą zaletą książki jest właśnie ta wielowymiarowość bohaterów; nie są jednoznacznie źli, dobrzy czy, jak często ukazywane w książkach muzułmanki jako godne litości; są po prostu ludzcy, ze swoimi słabościami, ze swoją godnością. Asz-Szajch ukazuje z szacunkiem zarówno tych, którzy pragną żyć w miejscowy sposób jak i tych, którzy tego życia nie akceptują. 7.5/10

10:47, redsnove
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 września 2009
KUZYNKA K., Yasmina Khadra (Moulessehoul Mohammed)

Tym razem będzie krótko.
Do sięgnięcia po tę książkę skłoniło mnie nie tylko peryferyjne wyzwanie, ale także dobra opinia o „Jaskółkach z Kabulu” tego samego autora. Podobno jest to solidna dawka psychologii, która w wydaniu etnicznym ma jednak wymiar ogólny. W bibliotece „Jaskółek” nie było a piękna okładka "Kuzynki K." zwiodła mnie całkowicie.

Wrażenia: od lat nie czytałam nic tak pustego. (Nie czytaj jeśli nie chcesz poznać zakończenia).
Według  wydawcy jest to studium rodzącej się nienawiści i tym podobne PR-owe cuda. Niestety, nic takiego tam nie ma. Autor miota się próbując zatrzymać czytelnika dialogami rodem z gadu gadu, przez sto stron nic się nie dzieje ani w zakresie akcji ani w głowie bohatera a potem trach, mamy w jednym zdaniu morderstwo i nudzimy się dalej aż do końca gdzie mamy morderstwo tym razem w paru obcesowych zdaniach. Książka nie zasługuje na dłuższą i merytoryczną recenzję, gdyż musiałabym włożyć w nią więcej pracy niż autor w całą książkę. Ku przestrodze. 1/10

19:56, redsnove
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 września 2009
BIAŁY TYGRYS, Aravind Adiga

To już przedostatnia i 7 zarazem książka, którą czytam w ramach Kolorowego Wyzwania. Jest z nich również zdecydowanie najlepszą, zostawia daleko w tyle Czarną wodę, Fioletowy hibiskus, Czerwoną Azalię, 100 odcieni bieli, Białą czarownicę i Białego króla (w tej właśnie kolejności).

Zaczyna się od opisu wioski z dzieciństwa: regionu, w którym narodził się Budda, ale zdaniem narratora „przebiegł tędy najszybciej jak potrafił i nawet się nie obejrzał”. To dobre wprowadzenie do  gorzkiej opowieści, po którym bezbłędnie możemy przewidzieć, którą stronę Indii poznamy. I mimo że wiem o problemach, z jakimi boryka się ten kraj, mam za sobą książki o problemach demograficznych, zdrowotnych, socjologicznych, infrastrukturalnych, politycznych, reportaże o regionach w których czai się wojna, korupcja, skrajna nędza i terroryzm, filmy o gettach biedy i prostytucji – to jeśli wcześniej mimo tego wszystkiego obdarzałam Indie mistyczną czułością – przyszło mi ją zobaczyć innymi oczami i zweryfikować.
Zdecydowanie nie mogę zgodzić się z nielicznymi głosami o „słabości” tej książki z listy Booker Prize. Szokujące, błyskotliwe uwagi na temat Indii, które każą czytelnikowi śmiać się z czarnego humoru i jednocześnie płakać nad rzeczywistością, otacza sugestywnie nakreślonym tłem, wciągającą fabułą, takim portretem psychologicznym przestępcy, że zaczynamy trzymać kciuki za jego powodzenie. Niezwykle bystre spostrzeżenia oddają psychikę niewykształconego przedsiębiorcy, obdarzonego zmysłem obserwacji i chłodnej ironii.
Nie mogę również zgodzić się z poprzednimi recenzentkami z opinią o bezsensie formy listownej. Wybierając adresata zakreśla granicę porównania, kontrastu, punkt odniesienia wobec swojej sytuacji; następnie drobiazgowo podporządkowuje obraz swojego świata obrazowi świata adresata. Wiemy, że według Balrama przyszłość należy do człowieka żółtego i brązowego, zatem adresat i nadawca reprezentują owe rasy, dając czytelnikowi ideę Balrama w pigułce.
Język – przekorny i pewny siebie. Całkowicie celowy, gdzie zdania nie ślimaczą się nieskładnymi metaforami, gdzie autor doskonale wie co chce napisać i jak to uchwycić. Jest to jedna z tych  książek, które pozostawiłabym na półce, gdybym musiała wybrać tylko kilka.
W każdym bądź razie żeby się z nią jeszcze nie rozstawać, zaczęłam czytać raz jeszcze, tym razem w oryginale. Po raz pierwszy w życiu :-) W stu procentach przekonana do słuszności oceny: 10/10

14:35, redsnove
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 sierpnia 2009
DOBRA TERRORYSTKA, Doris Lessing

Przyznam, że z dwóch powodów nie lubię przesadnie grubych książek. Tę przeczytałam, bo mam wewnętrzne przekonanie, że muszę poznać wszystko, co wyszło spod pióra Lessing (to samo dotyczy Coetzee, Jelinek, Kapuścińskiego i paru innych genialnych autorów). Lessing jako pisarka ma oko do historii kobiet i form kobiecości. Ze wzruszeniem odnajduję w tych portretach siebie i otaczający mnie świat. Niestety w wywiadach ta sama Lessing  zaprzecza całej idei prezentowanej w książkach. Szczęściem jako była studentka polonistyki mogę pocieszyć się  obowiązującym w krytyce literackiej rozdziałem autora od jego dzieła.

Moja definicja przesadnie grubej książki:  >350 stron i w treści i formie rozwlekła jak polska zima.
Pierwszy powód, dla którego ich nie lubię, jest pewna prawidłowość. Polega ona na tym, że uzdolnieni pisarze potrafią przelać swoje interesujące pomysły za pomocą dopracowanego warsztatu oszczędzając nam nudnych, bezcelowych i bezwartościowych dialogów, opisów które „o dziwo” są właśnie domeną tych pozbawionych talentu nudziarzy ;-) To jest niestety pułapka, bo kiedy książka pochłania Cię na dobre, porusza i uwodzi, nie chcesz oczywiście, żeby szybko się skończyła, chętnie przystałbyś, by liczyła sobie i tysiąc stron. Niestety tak to nie działa!1

„Dobrą terrorystkę” czyta się trudno nie tylko z powodu obszerności, z mniejszą fascynacją podchodzi się także do bohatera, z którym nie tylko nie możesz się utożsamić, ale i nawet polubić czy choćby zaakceptować. Alice, squaterka, naciągaczka i złodziejka jest powierzchowna, naładowana wewnętrznie sprzecznymi ideami w imię których jest w stanie poświęcić bezmyślnie życie innych. Nie lubią jej nawet własni rodzice, odcina się chłopak, którego utrzymuje. Walczy z drobnomieszczaństwem ale lubi życie w taki sam sposób. Wyśmiewa się z osób, które zbierają na emeryturę a sama przywłaszczone pieniądze gromadzi skrzętnie na własnym koncie. Nie pracowała nigdy ani godziny a przeklina pracującą warstwę średnią że to tacy jak ona, robotnicy, ich utrzymują ;) Każda kolejna strona nasila niechęć, na szczęście talent Lessing utrzymuje zainteresowanie do ostatniej strony do tego stopnia, że kładąc się spać jest mi żal, że do następnego dnia nie będę mogła śledzić ruchów przedstawionych postaci. Moim zdaniem – dla koneserów pisarki.

1Drugi powód zachowam sobie na inną notatkę :-)

21:57, redsnove
Link Komentarze (3) »
czwartek, 27 sierpnia 2009
DALEKO OD NILFHEIMU, Axelsson Majgull

Wśród adorowanych przeze mnie pisarzy Axelsson zajmuje stałe, należne jej miejsce. W ogóle Szwecja wydaje się mieć dobry wpływ na twórców, w literaturze dość wspomnieć nazwiska takie jak Strindberg czy Lindgren. „Comedia infantil” Mankella, „Czarna woda” Ekman i wszystkie przetłumaczone na polski książki Axelsson sprawiają, że czuję się zagubiona pytaniem, dlaczego podobne kraje, taka na przykład Findlandia czy Islandia, nie mogą wydać choćby jednego światowej sławy literata. A Grecja? Ze Słowacji też nie kojarzę ani jednego powszechnie uznanego nazwiska. Długo by wymieniać. Czy ktoś uważa inaczej? :)

„Droga do piekła” to drugi tytuł tej samej, myląco wydanej książki. Trudno mi zrozumieć, co powoduje wydawnictwem, że publikujd to samo pod różnymi tytułami, jeśli założę, że nie ma na celu oszukanie klienta.
Mimo że wielbię pióro Axelsson i czytam na wdechu, przy „Daleko od Nilfheimu” trudno nie zauważyć, że musi to być debiut. Fabuła jest już równie fascynująca jak w „Kwietniowej czarownicy”, „Tej, którą nie byłam”, czy „Domu Augusty”. Język i psychologiczne zacięcie dość łatwo dają się dopasować do późniejszego, dojrzalszego stylu, ale nie są jeszcze tak precyzyjnie dopracowane. Myślę, że dobrze jest nie zaczynać od tej książki a rozsmakować się najpierw w specyfice tej autorki; szczególnie dobrze nadaje się do tego „Dom Augusty” w którym bez cienia osądu, obiektywnie choć twardo opisane są przyczyny trudnych stosunków między matkami i córkami. To, jak raz wbity  kolec jest przekazywany z pokolenia na pokolenie kobiet. Każda postępuje zgodnie z ciągiem przyczynowo skutkowym, nie potrafi wyzwolić się z zaklętego kręgu, każda choć prosząca się o potępienie, w rzeczywistości bez winy. „Daleko od Nilfheimu” jest podobna w wymowie, Axelsson podobnie jak ja wydaje się być orędowniczką humanitarnego relatywizmu. Potrafi tak wymownie pokazać wnętrze, że otwiera serce na akceptacje takich decyzji, których nigdy wcześniej nie moglibyśmy wybaczyć. To jest jej prawdziwa magia.

20:37, redsnove
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2